Strona używa plików cookies. Zgadzasz się na to?

Sardynia

DSC_0400

uzaleznionaodpodrozy.pl - 17 listopada 2013

Jeżeli marzysz, aby zobaczyć najpiękniejsze plaże Europy, pragniesz odnaleźć urokliwe spokojne miejsca, chcesz być blisko natury, jesteś otwarty na ludzi i przyszłe przygody, doceniasz slow food, masz w sobie cierpliwość i pokorę dla innej obyczajowości, musisz koniecznie udać się na Sardynię, bo zakochasz się w niej tak samo jak ja!

To mój pierwszy w życiu post na blogu, dlatego chciałabym zacząć od samego końca… czyli mojego niedawnego wojażu. Do tej pory nie zdarzało mi się wybierać miejsca podróży na ostatnią chwilę. Powód jest prosty – jestem wielką fanką wszelakich promocji linii lotniczych, autokarowych, przewoźników kolejowych i wszystkich innych, które oczywiście trzeba bukować dużo wcześniej, żeby się na nie załapać. Powód drugi wiąże się z faktem, że jak nie mam zarezerwowanego jakiegokolwiek wyjazdu za następne 3-4 miesiące, to jak prawdziwy nałogowiec, czuję wielki niepokój … że nie zdążę zobaczyć wszystkiego, co kryje ta planeta!

Tak więc (piękny początek zdania), dopiero 3 tygodnie przed postawieniem swojej stopy na obcym lądzie – w tym wypadku na zapierającej dech w piersiach Sardynii, kupiłam bilet lotniczy linii easyJet relacji Berlin – Olbia i z powrotem. Jak na tak krótki okres przed rozpoczęciem lotu, cena wyśmienita. Mieszkam w Poznaniu, dlatego dotrzeć na lotnisko Shoenefeld polskim busem lub simple express to żaden problem i koszt bardzo przystępny.

Plan całej podróży przygotowałam dosyć szczegółowo będąc już w Polsce, ponieważ wraz z towarzyszem wojażu zapragnęliśmy zobaczyć, ile się da, a Sardynia dla ludzi przyzwyczajonych do tzw. niskobudżetowego podróżowania jest sporym wyzwaniem. Przede wszystkim termin wyjazdu przypadł na wysoki sezon, bo drugą połowę sierpnia (14 dni), a wtedy to Włosi z kontynentu przybywają na „swoje” (cudzysłów, ponieważ Sardyńczycy, są przede wszystkim Sardyńczykami, a nie Włochami, a ich wyspa to jedna z czterech autonomii Włoch) niebiańskie plaże, aby pozażywać kąpieli słonecznych. I jak się okazało razem z nimi w kierunku wyspy zmierza także towarzyska śmietanka z Flavio Briatore i Silvio Berlusconim na czele.

DSC_0321

Góry niedaleko Tempio Pausania

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

NOCLEG

Kiedy po 3 dniach (kilka godzin dziennie!) szukania w miarę taniego noclegu udało mi się zarezerwować ostatni, uznałam, że to będą najdroższe wakacje w moim życiu. Dlatego wybierając się na Sardynię polecam miesiące czerwiec i wrzesień, tuż przed lub krótko po sezonie, pogoda piękna, a ceny znacznie maleją. Niemniej jednak, najtańszy nocleg wyniósł mnie 12,50 euro/os typ B&B, a najdroższy 39 euro/os typ hotel. Wyjazd na 14 dni – przeciętny nocleg 21 euro/os. Bukując dużo wcześniej, można natrafić na okazje. Polecam szukać noclegów na www.hostelworld.com, booking.com, www.airbnb.com.

TRANSPORT PO WYSPIE

Kolejna rzecz warta uwagi, to transport po wyspie. Oczywiście można wynająć samochód, ale jak się okazuje jest to dosyć mocno kosztowne dla dwóch osób. Poza tym trzeba mieć ze sobą kartę kredytową jako zabezpieczenie, bez tego nie wynajmują auta, jak wynikało z opowieści napotkanych Polaków w samolocie powrotnym. My wybraliśmy dużo taniej – linię ARST, której autokary i autobusy przemieszczają się po całej wyspie. Ta linia proponuje bilety turystyczne (od 1 czerwca do 30 września) na jeden, dwa, trzy lub cztery tygodnie. Nas bilet na dwa tygodnie kosztował 70 euro/os, całkiem korzystna oferta, ale zdobycie go to nie lada wyczyn. Kiedy już wylądowaliśmy w Olbii (biura są tylko w dużych miastach, gdzie można dostać ten typ biletu, w Cagliari dużo prościej – na dużym dworcu ARST ) i próbowaliśmy go kupić w małych sklepikach, gdzie są dostępne bilety tego przewoźnika, to sprzedawcy mówili, że takich nie ma albo, że oni na ich temat nic nie wiedzą. W końcu udało nam się dotrzeć do biura przy Corso Umberto – budynek przypomina nieużywaną siedzibę z przed lat, ale Pan, którego spotkaliśmy wewnątrz, mimo, że otwierał dopiero za dwie godziny, postanowił wydobyć z dna pancernej szafy dwa bilety turystyczne na dwa tygodnie – stwierdziliśmy, że to zdecydowanie nie jest popularny środek transportu wśród turystów, ale jak tam turystami są przynajmniej dobrze zarabiający Włosi lub też milionerzy, nie przejmowaliśmy się tym zbytnio, tylko braliśmy od razu! Jak się później okazało, to była dobra decyzja, ponieważ przejazdy kosztują przynajmniej 2-3 euro na krótkich trasach, a na dłuższych dużo więcej, przez dwa tygodnie myślę, że zaoszczędziliśmy dobre 50 euro. Ten bilet kasuje się tylko podczas pierwszej jazdy, dlatego krzyczcie od razu i pokazujcie kierowcom, jak będą wam chcieli go skasować ponownie. Generalnie bilet okazujesz przy wejściu do autobusu i nie ma problemu, ale nie wszyscy kierowcy w ogóle wiedzą, co to za bilet, więc trzeba informować łamanym włoskim „biglietto turistico”, jak któryś nie chce wpuścić do autobusu (raz nam się zdarzył taki problem), to jak ktoś nie zna włoskiego, na migi pokazywać i wymieniać nazwy miast, w których już byliście na tym bilecie, wystarczy być stanowczym i po pięciu minutach i tak wsiądziesz. Jeżeli chodzi o przystanki, to przeważnie w mniejszych miejscowościach nie są oznaczone, więc na tzw. „czuja” trzeba stanąć na drodze i machać rękoma, o planie jazdy na przystankach można zapomnieć, ale jedna dobra nowina w Internecie jest on skorelowany z maps.google.com, także wyznaczając trasę od miejsca do miejsca, pokazuje godziny odjazdów i numery linii (autobusy nie są w rzeczywistości oznaczone numerami ;-))

MIEJSCA:

PORTO CERVO

Jak udało się nam już zdobyć bilet, a noclegi mieliśmy pewne, można było spokojnie zacząć podróżować. Za pierwszy cel na Szmaragdowym Wybrzeżu obraliśmy Porto Cervo – miasteczko, do którego przypływają najbardziej widowiskowe jachty świata, wystawne, pełne luksusowych butików i samochodów typu ferrari na uliczkach. Dla przeciętnego zjadacza chleba wystarczy pojechać, zobaczyć i wrócić, ale na pewno nie wydawać pieniądze. Pośród przepychu jedna niesamowita, skromna budowla – kościół Stella Maris na wzgórzu, skąd rozpościera się widok na malowniczą okolicę. Jest to jeden z najbardziej nietypowych kościołów, jakie widziałam, gorąco polecam do niego zajrzeć.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kościół Stella Maris w Porto Cervo

TEMPIO PAUSANIA

Pierwszy nocleg w Olbii, wycieczka do Porto Cervo i wieczorem udaliśmy się w stronę Tempio Pausania, gdzie mieliśmy spędzić kolejne 3 noce. Nie spodziewaliśmy się, że droga do B&B Meladormo z dworca autobusowego wiedzie pod górkę i kawałek lasu (a że kółka od walizki nam w dzień przylotu odpadły 😉 – wypadek przy pracy), więc do tego jest męcząca, na samym końcu jednak cudowna niespodzianka. Różowy domek, zaaranżowany w każdym detalu, z ogródkiem, na wzgórzu, z widokiem na miasto, a że przywitał nas zachód słońca, mam w głowie niesamowite zdjęcie tego miejsca. Przemiła właścicielka ugościła nas frittatą na bazie warzyw z własnego ogródka i uraczyła opowieściami o wyspie.

DSC_0833

Wschód słońca nad Tempio Pausania

Tempio Pausania to miasteczko, w którym mogłabym zamieszkać. Nie spotkaliśmy praktycznie żadnych turystów, bo wszyscy wylegiwali się na plażach, których tam nie ma. Przepiękna starówka i przechadzający się leniwie w sobotnie popołudnie mieszkańcy, którzy nieustannie zaczepiają się z uśmiechem na ustach, wymieniając serdeczności. Niektórzy przy lodach, czy espresso, inni na ławeczce na ryneczku, a pośród nich my z pizzą, którą zaserwowano nam w niespotykanym w Polsce kartoniku. Jak to mówią, dla takich chwil warto żyć!

DSC_1008

Pizza w Tempio Pausania

SANTA TERESA DI GALLURA

Z bazy wypadowej w Tempio Pausania kolejnego dnia odwiedziliśmy Santa Teresa di Gallura, skąd można dostać się na Capo Testa. Pokonaliśmy spory kawałek drogi w stronę Capo Testa, ale ze względu na brak autobusu, doszliśmy do jednej z plaż po zachodniej stronie. Wracając do miasta zeszliśmy także do głównej plaży, jest to miejsce zdecydowanie turystyczne, ale warto się do niego wybrać ze względu na widok na Korsykę, która oddalona zaledwie 14 km od tego punktu, prezentuje się całkiem okazale z brzegu. Promy na nią są jednak dosyć drogie, ponieważ rejs w jedną stronę to koszt 20 euro/os.

PALAU, WYSPA LA MADDALENA

Kolejny dzień, kolejna destynacja ponownie autobusem linii ARST przemierzyliśmy drogę do Palau, jak dla mnie miasta nie wyróżniającego się specjalnie niczym, jednak jest to baza promów na pobliskie wyspy tworzące archipelag parku krajobrazowego. Wybraliśmy się na największą z nich La Maddalenę. Koszt promu Saremar w dwie strony to 10 euro/os. Stolica wysepki jest niezwykle urokliwa, ale roi się od zgiełku turystów. Z portu można udać się na wycieczkę autobusową wokół wyspy. My natomiast pokonaliśmy pieszo odcinek wschodniego wybrzeża, aż do 7 – kilometrowej grobli łączącej La Maddalenę z Caprerą.

DSC_0192

Między La Maddaleną a Caprerą

ALGHERO

Po 3 noclegach w Tempio Pausania nadszedł czas na odwiedzenie pólnocno – zachodniej części wyspy. Tym razem B&B Nonna Pia (standard przynajmniej 3* hotelu i rewelacyjny młody gospodarz Angelo) w Dopolavoro niedaleko Fertilli na północny zachód od Alghero. Późnym popołudniem udaliśmy się do Alghero, które po dziennym upale na nowo zaczęło tętnić życiem. Stare Miasto – wypełnione restauracyjkami, trattoriami i kafejkami usytuowanymi w wąskich i jeszcze węższych uliczkach, otoczone murami obronnymi, wzdłuż których mieliśmy przyjemność spacerować. Widok na półwysep Capo Caccia o zachodzie słońca dodaje bajecznego wymiaru. Wizyta w lodziarni i sardyńskie gelato!!!

DSC_0419

Zachód Słońca w Alghero, widok na Capo Caccia

LA PELOSA

Dostać się na plażę La Pelosa nie jest łatwo, ponieważ kiedy czeka Cię przesiadka w Sassari na podmiejski autobus wypełniony imigrantami z Senegalu (na wyspie jest ich przynajmniej kilka tysięcy i zajmują się głównie sprzedażą przeróżnych rzeczy na plażach) musisz się nieźle rozpychać, żeby do niego wsiąść, ale klimat w środku i szeroko uśmiechnięte buzie młodych, przekrzykujących się przybyszy z czarnego lądu, sprawiają, że czujesz się jakbyś znajdował się w zupełnie innym miejscu, co dla mnie było niezwykle ciekawym doświadczeniem. La Pelosa mimo, że w okresie letnim odpoczywa na niej wielu turystów i miejscowych, to zjawiskowa plaża piaszczysto – kamienista na wysuniętym na północny zachód półwyspie Stintino. Ceny hoteli i restauracji dosyć mocno wygórowane, ale za rajski widok niestety trzeba płacić. Jeśli mowa o plażach na Sardynii, to moja ulubiona, gdzie fale rozbijają się o skały, a ogrom turystów nie przeszkadza, bo każdy znajdzie ustronne miejsce dla siebie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Plaża La Pelosa

CAPO CACCIA

Na półwysep Capo Caccia można dostać się drogą lądową i morską, głównie w celu zobaczenia Grotte di Nettuno (groty Neptuna, wstęp 13 euro). Promy wypływają z Alghero i kosztują ok. 12 euro w dwie strony, dlatego też mieszkając w połowie drogi, wybraliśmy się tam autobusem, co daje również możliwość podziwiania widoków jadąc przez cały półwysep. Ostatni przystanek znajduje się tuż przy schodach do groty. Same schody są nie lada atrakcją, ponieważ ciągną się, co chwilę w górę i w dół, a ich liczba to 650, po drodze można przyglądać się stromym skałom i piętrzącej się pomiędzy nimi wodzie morskiej. Przy wejściu do groty podpływają także statki z turystami z Alghero. Kiedy jedna grupa opuszcza jaskinię, druga wchodzi z przewodnikiem mówiącym w języku włoskim i angielskim. Nasza grupa liczyła 200 osób!!! Akurat podpłynęły dwa statki, ale i tak był czas na podziwianie wapiennego wnętrza wyrzeźbionego przez naturę podczas milionów lat oraz jeziora połączonego bezpośrednio z morzem. Bardzo romantyczna sceneria, nawet przy 200 osobach w środku. Żeby usłyszeć przewodniczkę, trzeba było co prawda mocno wytężać słuch, ponieważ kiedy tylko kończyła mówić po włosku i zaczynała po angielsku, to zgraja Włochów wybuchała głośnymi rozmowami, zachwycając się grotą, ale taki urok południowych krajów europejskich :) Po obejrzeniu jaskini warto także wysiąść w połowie półwyspu, gdzie można znaleźć dużo spokojnych plaż, a woda morska jest o kilka stopni chłodniejsza.

NUORO

Kolejnego dnia nasza podróż była nieco bardziej złożona. Najpierw do Sassari, przesiadka do Nuoro, kilka godzin przerwy i autobus do Cala Gonone na wschodzie wyspy, gdzie mieliśmy spędzić kolejne 3 noclegi. W przewodniku przeczytałam, że Nuoro to miejsce godne zobaczenia – nie do końca się z tym zgodzę, ponieważ jeżeli jest się akurat w okolicy to można przespacerować się główną ulicą na starym mieście, która prowadzi do kościółka, można także podziwiać murale po drodze i odwiedzić kilka muzeów, ale na mnie nie zrobiło większego wrażenia, chociażby w porównaniu z przeuroczą Olieną u stóp pasma Supramonte 25 minut drogi autobusem od Nuoro.

CALA GONONE

Nadmorskie miasteczko niedaleko Dorgali to turystyczna baza wypadowa do pobliskich plaż nad Zatoką Orosei, takich jak Cala Luna, Cala Sisine czy Cala Fuili. Większość z nich oprócz Cala Fuili dostępna jest jedynie od strony morza, dlatego biznes turystyczny w tym miejscu kwitnie i różne firmy proponują dość drogie zorganizowane wycieczki szczególnie na Cala Luna.

DSC_0515

Cala Gonone od strony Cala Fuili

Świadomi napływu turystów w tym czasie i miejscu celowo nie skorzystaliśmy z propozycji żadnego morskiego przewoźnika, a sami wybraliśmy się pieszo (ok. 3,5-4 km w jedną stronę od centrum) na Cala Fuili, która jak się okazało w stosunku do pozostałych plaż świeciła pustkami, a wręcz zapierała dech w piersiach. Przepiękna, spokojna plaża pomiędzy strzelistymi skałami z piaszczystym dnem morza.

Cala Gonone to typowy nadmorski kurort, gdzie spotkaliśmy dosyć dużo turystów z Europy, dostępne są tam różne markety, restauracje, kwitnie nadmorski handel tzw. „pierdółkami”, a na pizze czeka się i czeka, bo kolejki w pizzeriach długie. Warto jednak wybrać się do portu ze względu na humorystyczne murale i odwiedzić Olienę 40 minut drogi autobusem. Potraktowaliśmy to miejsce jako przystanek na morskie i słoneczne kąpiele, gdzie mogliśmy zregenerować siły i ruszyć w dalszą podróż.

DSC_0747

Cala Fuili

OLIENA

Oliena – miejsce magiczne, nie może zostać pominięte, kiedy odwiedza się Sardynię na dłużej niż tydzień. Jadąc z Nuoro w słoneczny dzień, wydaje się, że miasteczko u podnóża pasma Supramonte leży u stóp boskiego przedsionka. Udało nam się do niego dotrzeć tuż po jednym z kwiatowych świąt („Oliena in fiore”), podczas którego uliczki starego miasta zostały pięknie ustrojone. Niesamowite murale, bliskość gór, spokój i kamienne stare miasto to niewątpliwe największe zalety tej mieściny. Będąc tam ma się wrażenie, że można by zostać w Olienie na zawsze i żyć z dala od problemów dnia codziennego. Gdy odwiedzisz, zrozumiesz o czym piszę :)

DSC_0707

Mural w Olienie

WĄWÓZ SU GORROPU I ARBATAX

Żeby było ciekawie, niepowtarzalnie i żebyś zapamiętał, coś do końca życia, nie może być też łatwo. Dlatego trzeba kombinować! Moje ulubione polskie słowo „kombinować”. Niezłą kombinacją okazała się przeprawa przez Park Narodowy Gór Gennargentu aż do Tortoli’, później do czerwonych skał w Arbataxie, z powrotem do Tortoli’ i na sam koniec w kierunku Cagliari, a to wszystko w jeden dzień. Z samego rana przejazd z Cala Gonone do Dorgali, gdzie z kolei po trzech godzinach mieliśmy przesiąść się na autobus (uwaga: jeździ tylko raz dziennie!) w stronę Tortoli’. Kierowca mimo, że trasa zaczyna się właśnie w Dorgali spóźnił się 35 minut, więc byliśmy przekonani, że ominie nas panoramiczna podróż przez Park Narodowy Gór Gennargentu, jednak tym razem mieliśmy szczęście. Podróż linią ARST trwa ponad dwie godziny, ale widoki na Wąwóz Su Gorropu zapierają dech w piersiach (osobom z chorobą lokomocyjną dosłownie – zdarzyła się jedna pasażerka :)). Kierowca, mimo, że spóźniony, jak gdyby nigdy nic stanął w połowie drogi na zboczu drogi i zachęcał do robienia zdjęć temu cudowi natury. Droga przez góry jest kręta, wąska i dosyć niebezpieczna, dla ludzi o mocnych nerwach, ale pejzaże wokół rekompensują wszystko.

DSC_0933

Wąwóz Su Gorropu

Przez ostatnie pół godziny można podziwiać wysunięty na wschód półwysep z miejscowością Arbatax, która zasłynęła z niespotykanych czerwonych skał wystających z morza niedaleko portu. Gdy dojechaliśmy do Tortoli’ okazało się, że żaden autobus nie jedzie do Arbataxu, ponieważ jest niedziela, więc z walizką bez kółek udaliśmy się na „przyjemny” 4 km spacer, pod koniec jakiś amerykański mieszkaniec zlitował się nad nami i podwiózł nas pod same czerwone skały. Robią one dosyć duże wrażenie, ale jak ktoś za wszelką cenę ich nie zobaczy, nie ucierpi na tym specjalnie. W drodze powrotnej mieliśmy więcej szczęścia, pewien leciwy Sardyńczyk zaproponował nam przejażdżkę do samego Tortoli’. Po tygodniu na wyspie dogadywaliśmy się całkiem nieźle językiem zwanym włosko-angielsko-migowym, dlatego też rozmowa o Zbigniewie Bońku jako dobrym biznesmenie i świetnym piłkarzu, a także kilku innych ciekawostach przebiegła niesamowicie przyjemnie. Sardyńczycy kolejny raz udowodnili, że są bardzo gościnni, pomocni i zawsze żywiołowi. Na koniec dnia pozostał nam już tylko przejazd z Tortoli’ do Cagliari.

DSC_0957

Czerwone skały w Arbatax

CAGLIARI

Miasto Cagliari jest stolicą autonomicznej Sardynii. To ostatnie miejsce naszej podróży i zarazem najbardziej zaludnione. W porównaniu do małych, magicznych miasteczek, które w większości do tej pory odwiedziliśmy na wyspie, Cagliari wydało nam się powrotem do tzw. cywilizacji. Życie tętni tu w dzień i w nocy, można dostrzec wielu studentów i turystów na ulicach, ale też widać galerie handlowe, supermarkety, butiki, itd. Jednak istnieje również historyczna część miasta, którą warto zobaczyć. W Cagliari spędziliśmy trzy dni u sympatycznego małżeństwa z dziećmi (B&B Il Portico del Corso), gdzie na śniadanie uraczono nas domowym ciastem. Historyczna część miasta zwana Castello położona na wzgórzu to najbardziej reprezentacyjne miejsce w Cagliari. Można podziwiać tam budowle takie jak: Katedra Świętej Marii, Brama Lwów, Wieża Słonia, Bastion Saint Remy, czy Pałac Boyl. Niedaleko znajdują się również liczne muzea (archeologiczne, malarstwa, sztuki syjamskiej) i ogród botaniczny, jak i przepiękne miejskie parki. Wieczorami i w nocy wielu mieszkańców i turystów biesiaduje na powietrzu w kafejkach i restauracjach, które proponują urozmaicone potrawy z regionalnymi przysmakami.

DSC_0135 (1024x678) (1000x662)

Widok na dzielnicę Castello

OLBIA

Z Cagliari wróciliśmy do Olbii tym razem włoskimi kolejami, ponieważ podróż autobusem byłaby zbyt skomplikowana, a pociąg kosztował jedynie 16,90 euro/os, czas przejazdu z przesiadką w Oristano to 3,5 godziny. Piszę o Olbii na samym końcu mimo, że tam spędziliśmy swój pierwszy i ostatni nocleg, ponieważ to miasto w porównaniu do tego, co zobaczyłam przez dwa tygodnie, nie zachwyciło mnie zupełnie niczym. Owszem można wieczorem wybrać się na spacer uliczkami starego miasta i podziwiać jachty przy porcie, ale poza tym Olbia przepełniona jest hotelami i bardziej służy za węzeł komunikacyjny z Europą – w niedalekiej odległości znajduje się lotnisko (przejazd z/do centrum autobusem kosztuje 1,50 euro). Nie polecam zostawać w nim kilka dni, chyba, że planujecie zwiedzać dokładnie Szmaragdowe Wybrzeże i miasto ma mieć charakter bazy wypadowej. Jednak uprzedzam ceny noclegów są tutaj jedne z najdroższych na wyspie.

DSC_0219

Tradycyjny sardyński likier z mirtu

SARDYNIA DLA KAŻDEGO!

Sardynia to wyspa tajemnic, nie można odkryć jej za pierwszym razem w całości, ponieważ kryje ona znacznie więcej niż się może wydawać. Dlatego po dwóch spędzonych tam tygodniach, nadal czuję niedosyt, pozostaje jeszcze wiele do zobaczenia, np. cała południowo – wschodnia część wyspy.

Jest to miejsce dla każdego, ponieważ góry i okazałe parki krajobrazowe zachęcają do trekkingu (najwyższy szczyt La Marmora 1834 m n.p.m.), zjawiskowe wybrzeża i ciepły, ale wietrzny klimat proponują raj dla plażowiczów, zawiłe koleje losu Sardynii i pełne tajemnic budowle zwane nuragami zaintrygują miłośników archeologii oraz historii, a pełna smaków i niespotykanych połączeń kuchnia zadowoli najbardziej wybredne podniebienia.

Przyjemnej podróży!

Wasze opinie

komentarze

Ceny

Transport

  • 540 zł - lot easyJET BERLIN - OLBIA w dwie strony z bagażem rejestrowanym (w okresie mniej turystycznym nawet ok. 300 złotych)
  • 60 zł - podróż Poznań - Berlin Schoenefeld firmą Polski Bus (można nawet od 1 zł, ale bilet kupowany był późno)
  • 64 zł - podróż Berlin Schoenefeld firmą Simple Express (można nawet od 12 zł, ale bilet kupowany był późno)
  • 1,5 euro/os - bilet z lotniska do centrum Olbii
  • 70 euro/os - bilet linii ARST na wszystkie autobusy przez 14 dni
  • 16,90 euro/os - pociąg relacji Olbia - Cagliari
  • 10 euro/os - rejs linią SAREMAR Palau-La Maddalenę (w dwie strony)
  • 40 euro - rejs na Korsykę i z powrotem z Santa Teresa di Gallura

Nocleg

  • 10 euro/os - w górę - najniższa cena na licznych kempingach, w pokojach wieloosobowych w hostelach poprzez B&B do najwyższej w luksusowych hotelach; przeciętny nocleg w wysokim sezonie podczas dwutygodniowej podróży 21 euro/os

Jedzenie i picie

  • od 15 euro w górę - posiłki w restauracji, do tego tzw. "coperto" (nakrycie) ok. 1,5 euro/os
  • 1,5-2,5 euro - kawałek pizzy
  • 1-4 euro - lody ( w zależności od ilości gałek)
  • 0,19-1,2 euro - woda (najtaniej w supermarketach)
  • 0,70 euro - w górę - piwo; tamtejsze ICHNUSA
  • 5-13 euro - butelka sardyńskiego likieru z mirtu w zależności od pojemności (0,5 - 1 l) i miejsca zakupu
  • 2-3 euro - tradycyjne chlebki pane carasau

Atrakcje

  • 13 euro/os - wstęp do Groty Neptuna
  • ok. 25 euro/os w górę - rejsy na plażę Cala Luna i do jaskini Bue Marino (osobno wstęp 8 euro/os)

Co warto?

  • odwiedzić przynajmniej część opisanych miejsc w szczególności: Tempio Pausania, La Pelosę, Capo Caccia, Alghero, Olienę, Cala Fuili, Park Narodowy Gór Gennargentu czy Cagliari
  • zwiedzać małe, nieodkryte miejscowości, gdzie ma się okazję poznać zwyczaje, kuchnię i ludzi
  • przywieźć ze sobą likier Mirto di Sardegna, będący typowym produktem, a także ser w szczególności owczy, czy dżem z mirtu, który rośnie na całej wyspie
  • spróbować dań kuchni sardyńskiej: chleba zwanego carasau, serów owczych, wina w szczególności Cannonau, pieczonej jagnięciny czy mięsa z kozła, a także wszelakich wypieków cukierniczych i sardyńskie gelato
  • w trakcie podróży uczyć się słówek i zwrotów grzecznościowych, co znacznie ułatwia komunikację z mieszkańcami nieznającymi przeważnie angielskiego
  • przyjechać na wyspę z dużą dozą cierpliwości i zrozumienia dla uśmiechniętych, niepunktualnych, ale żywiołowych Sardyńczyków