Strona używa plików cookies. Zgadzasz się na to?

Tureckie perypetie część 3. Stambuł – oby nikt nie zabronił mi tam wrócić!

uzaleznionaodpodrozy.pl - 21 marca 2015

Wiecie, jak to jest, kiedy jako małe dziecko przeglądacie mapę i błyszczą Wam się oczy, bo w głowie myśli „ciekawe jak jest tutaj”, „jak będę duża, to muszę tam pojechać” i słyszycie na historii o legendarnym Konstantynopolu, wydaje się być tak odległy, wręcz doskonały i nieosiągalny, aż po kilkunastu latach wsiadacie do samolotu i chce Wam się płakać ze szczęścia, bo spełniacie właśnie to odległe niegdyś marzenie z dzieciństwa? Tak właśnie poczułam się zmierzając z Ankary do Stambułu. 

Stambuł stanął przede mną otworem i mimo swego ogromu, zachwycił mnie duchem miasta. Spędziłam w nim calutkie 5 dni i nie chciałam marnować ani minuty. Tak się pięknie złożyło, że hostel, w którym nocowaliśmy był w bocznej uliczce od Istiklal Caddesi (głównego deptaka Stambułu w dzielnicy Taksim – kulturalno – kulinarne centrum miasta), a że był okres noworoczny, mimo tłumów, aleja wyglądała poprostu bajecznie z przejeżdżającym pośrodku zabytkowym tramwajem, sprzedawcami kasztanów i gorącej chałwy przy restauracyjkach i sklepach.

Co nas najbardziej zaskoczyło na tym deptaku, to katolicka Bazylika św. Antoniego z Padwy, w której odbywały się także msze po polsku (!) i akurat w tym okresie można było podziwiać betlejemską szopkę. Dosyć szyderczo śmiałam się sama z siebie, że czekam aby zobaczyć zapierające dech w piersiach meczety, a tu na pierwszy rzut dostaję katolicką świątynię z polskim obrządkiem.

Ale meczetów się w końcu doczekałam i to jakich. Temperatura ok. 12 stopni Celcjusza, słońce wysoko na horyzoncie, bezchmurne niebo, a ja zmierzam w kierunku najwspanialszych budowli Stambułu. Blisko hostelu znajdowała się Wieża Galata, która dzięki swoim 63-metrom wysokości jest widoczna z wielu punktów miasta i to najpierw do niej podeszliśmy. Żeby przedostać się do głównych zabytków po europejskiej stronie stolicy, musieliśmy przejść przez Most Galata przecinający Złoty Róg, czyli Zatokę Bosforu. Przyznam szczerze, że to moje ulubione miejsce w Stambule. Tam toczy się życie miasta, ze względu na ruch komunikacyjny, ale przede wszystkim niezliczone ilości wędkarzy polujących na sardynki i inne małe rybki. Śmieją się (pewnie też trochę z turystów), opowiadają codzienne historie i łowią ryby, jakby byli na biwaku nad małym jeziorkiem. Jak myślę o Stambule, to pierwszy kadr, który mi się w głowie wyświetla.

Później zaczynają się budowle: Nowy Meczet, Pałac Topkapi, Muzuem Archeologiczne, Hagia Sophia, Błękitny Meczet, Obelisk Egipski, itd. Nie będę się rozpisywać na temat zabytków, bo polecam zobaczyć je samemu i ocenić. Kręci się wokół nich wielu turystów, ale tak jak w niektórych europejskich miastach, nie umiejsza to wrażenia, jakie wywierają, poza tym styczeń jest chyba dobrą porą na zwiedzanie. Muszę przyznać jednak, że Hagia Sophia i Błękitny Meczet oddzielone Parkiem Sułtana Ahmeta, będące wizytówką Stambułu i umieszczane na wszystkich pocztówkach, to nie jakieś tam przereklamowane meczety i symbole kultury masowej, tylko budowle owiane nieprawdopodobną magią. Wspominając dzisiaj Hagię Sophię, myślę o niej w taki sam sposób jak w dzieciństwie. Mieszanka dwóch religii, miejsce święte dla dwóch różnych grup ludzi, muzeum i niesamowita historia.

Do tej części miasta warto wrócić wieczorem, jak wszystko jest pięknie podświetlone, dlatego po kilku ładnych godzinach spacerowania, krótkim odpoczynku i zjedzeniu lahmacuna (turecka cienka pizza), wróciliśmy z powrotem na plener nocny :-) Czy niebezpiecznie jest chodzić po centrum około północy? Nie odczułam żadnego zagrożenia, wręcz cieszyłam się faktem, że na ulicach jest tak mało ludzi i masz wrażenie, że miasto należy tylko do Ciebie.

W kolejnych dniach spacerowaliśmy sporo. A tak między słowami uważam, że właśnie spacerowanie po mieście to najlepsza forma jego poznawania, za co mój mąż mnie szczerze potrafi nie lubić, dla niego spacer to maksymalnie 7 do 10 kilometrów, dla mnie niekoniecznie. To pozostaje zawsze kwestią sporną 😉 Chociaż w Stambule aż takich oporów nie miał, dlatego udaliśmy się w stronę mostu oddzielającego Europę i Azję. Tak maszerując wzdłuż Bosforu zwiedziliśmy Pałac Dolmbahcze i Meczet Ortaköy, dochodząc do celu. Robi wrażenie? Robi, a jak przecież nie ma.

Musieliśmy oczywiście zobaczyć Wielki Bazar i faktycznie wielki jest, ale bazaru to już za bardzo nie przypomina. Sceneria może i piękna, ale sprzedawcy nastawieni na zagranicznych turystów, nie ma mowy tutaj już o spontanicznym targowaniu się, czy odkrywaniu uroków Turcji. Po prostu ładnie zaaranżowane centrum handlowe. Moje jedyne wielkie rozczarowanie w Stambule. Za to warto wybrać się na Akwedukt Walensa oddalony nieco od innych zabytków, co daje możliwość przespacerowania się bocznymi ulicami.

Podczas pobytu w Stambule nie możesz sobie odmówić jednej rzeczy. Rejsu po Bosforze! Tę właśnie wisienkę na torcie zostawiliśmy sobie na ostatni dzień. Jedno to spacer, a drugie podziwianie zatoki z pokładu statku. Jest to przyjemność niezbyt droga, a widoki przednie. Stateczki odpływają z pod Mostu Galata i płyną w stronę Mostu Bosforskiego. Cała wyprawa trwa ok. 1,5 godziny z tego co pamiętam i szczerze ją polecam.

Po wspaniałych 5 dniach musiałam opuścić miasto, więc zapakowałam plecak chałwą po brzegi, zabrałam wszystkie najlepsze wspomnienia i udałam się w stronę lotniska, gdzie poziom bezpieczeństwa został wzmożony, bo podobno tuż przed naszym przyjazdem do Stambułu przeprowadzono „mały” zamach. Dopiero tam zdałam sobe sprawę, że takie rzeczy mogą zdarzyć się w Turcji, bo to co słyszy się w telewizji, to jedno, a rzeczywistość to drugie. Ze względu na ostatnie tragiczne wydarzenia w Tunezji, przypomniałam sobie właśnie o tym, co działo się wtedy na stambulskim lotnisku i pomyślałam, że przecież nie można dać się zastraszyć promilowi ludzi, którzy właśnie tego oczekują, nie można zawiesić swoich podróżniczych marzeń na kołku, bo ktoś inny powie Ci, że nie możesz tam jechać, bo wysadzi Cię w powietrze. Wszystko w ramach rozsądku i bezpieczeństwa, nie można pchać się w rejon, gdzie toczy się otwarty konflikt, chyba, że na własne życzenie. Dlaczego teraz 10 milionów Tunezyjczyków ma bić się w pierś i głodować, bo jacyś ekstremiści dopuścili się zamachu na życie niewinnych osób. Świat zawsze był okrutny, ludzie zawsze ginęli, może mniej się o tym słyszało, ale tak było. Zawsze też był niesamowity, a ludzie byli życzliwi i sobie wzajemnie pomagali. Nie można dać się zwariować… Dlatego warto spełniać dziecięce marzenia, a Stambuł po prostu trzeba odzwiedzić.

Więcej zdjęć – Tureckie perypetie – fotorelacja

Wasze opinie

komentarze

Ceny

Transport

  • od 300 do 600 zł - w 2010 leciałam Sun Express z Berlina za ok. 500 zł, obecnie jest dużo więcej możliwości z Polski okazyjnie z Tui, czasem LOT, z Berlina kilku przewoźników
  • 20 - 25 lirów - pociąg ze Stambułu do Ankary z przesiadką w Eskişehir
  • 1 lira - bilet jednorazowy na metro w Ankarze, opłaca się kupować na kilka lub kilkanaście przejazdów, pojedynczy bilet wynosi wtedy 0,75 lira
  • ok. 20 lirów - autokar z posiłkiem w cenie na trasie Ankara-Stambuł w 2010 roku
  • 12 - 15 lirów- autokar z centrum Stambułu na lotnisko Sabiha Gökçen, zależy od przewoźnika, jedzie ok. 90 minut

Nocleg

  • za darmo - w Ankarze z racji znajomości nie musieliśmy za niego płacić, dzięki :-)
  • 8 lirów/osoba - miejsce w pokoju 8 - osobowym w Levanten Hostel w bocznej uliczce od głównego deptaka Stambułu - Istiklal Caddesi

Jedzenie i picie

  • 1,5 do 3 lirów - kebab, często z Ayranem w cenie
  • 6 - 8 lirów - tradycyjna potrawa - kumpir - ogromny ziemniak z masłem, warzywami i sosami
  • 4 - 7 lirów - tradycyjne śniadanie - menemen, czyli jajecznica z pomidorami i dodatkami
  • 3 liry - kasztany w Stambule
  • 3 liry - gorąca chałwa w kubeczku na ulicach Stambułu
  • 2,50 - 3,50 - zupa soczewicowa z chlebkiem
  • ceny w supermarketach - bardzo podobne jak w Polsce, zależnie od produktów, często też niższe